Ponidzie

Rozlewisko przed młynemWiększości moich znajomych hasło spływ kajakowy kojarzy się z Mazurami – muszę przyznać, że jeszcze do ubiegłego roku, sam tak myślałem. Tymczasem niedaleko od Krakowa są przepiękne tereny do uprawiania tej formy rekreacji. Mając w pamięci ubiegłoroczny spływ (Ostrów – Sobków), również i w tym postanowiliśmy spędzić chociaż jeden dzień na wiosłowaniu. Tym razem nasz spływ prowadził cały czas rzeką Czarną Nidą (Morawica – Wolica).

Większości moich znajomych hasło spływ kajakowy kojarzy się z Mazurami – muszę przyznać, że jeszcze do ubiegłego roku, sam tak myślałem. Tymczasem niedaleko od Krakowa są przepiękne tereny do uprawiania tej formy rekreacji. Mając w pamięci ubiegłoroczny spływ (Ostrów – Sobków), również i w tym postanowiliśmy spędzić chociaż jeden dzień na wiosłowaniu. Tym razem nasz spływ prowadził cały czas rzeką Czarną Nidą (Morawica – Wolica).

Kajaki po raz kolejny wypożyczyliśmy w Świętokrzyskim Klubie Kajakowym Nad Nidą. Od właściciela, pana Jacka, dowiedzieliśmy się, że ze względu na wysoki stan wody, rzeka jest zupełnie inna niż zapamiętaliśmy. Generalnie, mieliśmy mieć do czynienia z szybszym nurtem i głębszą wodą. Poza tym zwracał uwagę na bród (próg), przy którym lepiej przenieść kajaki o ile nie trenujemy kajakarstwa górskiego.

okolice MorawicyRzeka pokazała nam kilka obliczy. Na początku nurt był taki „w sam raz” – nie zmuszał do nadmiernego wysiłku i nie nastręczał problemów znosząc w trzciny – można było spokojnie przypomnieć sobie albo nauczyć się jak kajakiem się steruje.

Drugi etap okazał się chyba najbardziej wymagający. Dosyć szybki nurt zmuszał do nieomal nieustannej pracy wiosłem, żeby bronić się przed przymusowym parkowaniem w szuwarach. Dodatkowo, podwyższony stan wody powodował, że zarośla na brzegu i zwalone drzewa były dość nisko nad powierzchnią wody – trzeba się było często schylać, żeby pod nimi przepłynąć. Najpiękniejszym miejscem i zarazem najniebezpieczniejszym był (bodajże) drugi bród, który napotkaliśmy po drodze. O tym miejscu mówił pan Jacek – musieliśmy przenieść kajaki.

Ostatni etap rozpoczęliśmy od pokonania odcinka, na którym rzeka nie mogła się zdecydować, w którą stronę ma płynąć. Co rusz, skręcała i zawracała zmuszając nas do obrony przed wyrzuceniem na brzeg. Muszę przyznać, że bardzo spodobały mi się te meandry – na mapie też wyglądają fajnie. No koniec, wpłynęliśmy już w odnogę rzeki, która poprowadziła nas do młyna w Wolicy. Spiętrzona przez przepust woda tworzy dość szerokie rozlewisko, które bardzo leniwie toczy swe wody przez bardzo gęsty las – w tym miejscu przychodzą mi na myśl rozlewiska rzek w tropikalnych dżunglach, które można oglądać w przyrodniczych filmach.

zmęczony, ale szczęśliwyJeżeli ktoś, nie próbował, to gorąco polecam! Charakter rzeki, moim zdaniem, jest na tyle łagodny, że poradzi sobie na niej osoba początkująca. Jednocześnie, rzeka nie jest nudna – przez znaczną część swojego biegu płynie przez las dostarczając ciekawych widoków. Poza tym, jak już wspomniałem, posiada kilka różnych obliczy, których podziwianie sprawia niesamowitą frajdę.


Zobacz większą mapę